2015-07-04

Pieniądze w szoferce

Tony koncesji, sterty pozwoleń, tykający tachograf i droga ropa – to codzienne troski właścicieli firm transportowych. Przewóz towarów i osób to trudny biznes, ale może się opłacić.

Pieniądze w szoferce

Profil działalności firmy przewozowej będzie zależał przede wszystkim od tego, czy zdecydujemy się budować sporą flotę świadczącą usługi w skali międzynarodowej, czy raczej wozić towar samochodami dostawczymi mniejszymi autami na niewielkich dystansach. W pierwszym przypadku czeka nas kręta droga po licencje i pozwolenia na świadczenie usług transportu koncesjonowanego. Jeśli zaś ograniczymy gabaryty samochodów poniżej 3,5 tony, wybierając tzw. transport na potrzeby własne, to do rozpoczęcia działalności potrzebne będzie niewiele poza zaświadczeniem ze starostwa powiatowego. To tańszy sposób na biznes transportowy, ale nasze obroty będą niższe niż w przypadku przewoźników korzystających z większych aut, które pokonują krajowe bądź międzynarodowe trasy.

Ci, którzy wybiorą transport koncesjonowany, rozpoczną swoją przygodę z własną firmą transportową od pozyskania szeregu pozwoleń otwierających drogę na rynek. W Polsce świadczenie usług związanych z transportem rzeczy lub osób wymaga posiadania licencji. Firmy działające tylko na terenie Polski po pozwolenie powinny się zgłaszać się do właściwych miejscu działalności starostw powiatowych, natomiast licencje międzynarodowe wydaje Generalny Inspektorat Transportu Drogowego.

Budujemy flotę

Jeśli uda nam się spełnić wszystkie wymagania niezbędne do otrzymania licencji i zgromadzić pieniądze na zabezpieczenia, to wydanie pozwolenia będzie już tylko formalnością. Niestety, dość czasochłonną, bo na nasz dokument poczekamy nawet miesiąc od momentu złożenia wszystkich papierów. Czas ten możemy spożytkować na poszukiwanie podstawowego narzędzia pracy, czyli odpowiedniego auta ciężarowego.

Wybór właściwego pojazdu zależy przede wszystkim od dystansów, jakie mają pokonywać kierowcy. Już na wczesnym etapie planowania działalności powinniśmy odpowiedzieć sobie na pytanie, czy chcemy stać się przewoźnikiem międzynarodowym, świadczyć usługi tylko na krajowym, czy może ograniczyć się tylko do terytorium swojego miasta i okolic. Jeśli wybierzemy ostatnią możliwość, to prawdopodobnie wystarczy nam samochód transportowy o masie nieprzekraczającej 3,5 ton. Jego koszt to w zależności od marki i rocznika kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Znacznie więcej zapłacimy za potężny ciągnik siodłowy z naczepą. To już inwestycja na poziomie kilkuset tysięcy złotych. Zamiast jednak wykładać całą kwotę z własnej kieszeni, warto pomyśleć o leasingu. Taki sposób finansowania aut, czyli środków trwałych naszej firmy, pozwoli dokonać poważnych oszczędności w biznesplanie. Dzięki leasingowi samochód o wartości 250 tys. zł możemy pozyskać, wnosząc wkład własny w wysokości 10 tys. zł i spłacając miesięczne raty w wysokości 7 tys. zł przez zaledwie dwa lata.

Grunt to stali klienci

Firma transportowa to trudny biznes. Jego prowadzenie wymaga sporych nakładów kapitału na start, a do tego cierpliwości. Klienci nie pojawiają się od razu, trzeba się napracować, by zostać zauważonym na rynku – mówi Andrzej Siwierski, właściciel firmy A-Trans.

Działający na rynku od 8 lat przedsiębiorca przyznaje, że kluczem do sukcesu jest reklama.

Na stworzenie atrakcyjnej strony internetowej i jej umiejętne pozycjonowanie nie warto żałować pieniędzy.

Niezmiernie ważne jest również pozyskanie kilku stałych zleceniodawców, z których de facto będzie utrzymywać się nasza firma – dodaje. – Nie można polegać tylko na pojedynczych zleceniach.

Siwierski przyznaje jednak, że jeśli ktoś przetrwa pierwsze miesiące na rynku, to potem powinno być już z górki. Wiele zależy od koniunktury na innych rynkach – liczba zleceń w branży transportowej zależy bezpośrednio od sytuacji w handlu i przemyśle.

Grzegorz Morawski
Grzegorz Morawski dziennikarz